Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie

0 Flares 0 Flares ×

I tak, żyjemy z dnia na dzień, chlipocząc w naszej codzienności. Problemy pojawiają się małe, średnie i duże. Pozorne, do przejścia i poważne. Przeraża nas to, co odbiega od rutyny, przyzwyczajeń i tego, co zaplanowaliśmy i z mozołem realizujemy. Marzymy o wielkich niezwykłościach i nieziemskich miłościach. Tacy jesteśmy. Przewidywalni, przeciętni, roszczący sobie prawo do własnej wielkości i usadzania odpowiednio niżej innych. Zawsze z potencjałem na  więcej. Ograniczeni, poszukujący, syci, głodni, porywający się na wyzwania lub wygodni. Wytrwali, słabi. Wierni, niewierni, zdradzani i zdradzający.  I jakoś leci. Trochę poudajemy pobożnych,  trochę po kątach pokombinujemy po swojemu, schowamy się za cieniem i myślimy, że tak się przeczołgamy do raju. Nie wiem. Może i tak. Ale coś mi się zdaje, że tak w cieniu to jednak chybimy celu. Że bez wysiłku taki raj może okazać się jednym z wielu złudzeń, którym ochotnie ulegamy, odsuwając hen od siebie myśli o celu, do jakiego wiedzie nas nasze życie pozbawione batalii o jakość duchową.

A tu raptem ściana.

Bóg z takich jak my czyni świętych. I właściwie, zamilkłam.

Idąc rano na chór balkonem w swoim parafialnym kościele, spojrzałam w dół. Na środku kościoła stała biała, otwarta trumna. Zatrzymałam się. Widok dziewczynki leżącej w trumnie sparaliżował mnie. Obok trumny stali rodzice i rodzeństwo Zmarłej. Nie, nie byłam zaskoczona. Wiedziałam dokąd i po co idę. Wiedziałam o Mszy pogrzebowej i pogrzebie. Jednak widok Rodziny zgromadzonej przy Córeczce, trzynastoletniej Dominice, przykuł mnie na chwilę do balustrady. Patrzyłam na Jej główkę i ciało ułożone na całą długość białej trumny. Odpłynęły wszystkie problemy. To, gdzie spędzę Sylwestra. Czy kupię i za co auto. Czy rozwiążą się przewlekłe problemy i czy uda się zmienić pracę. Moje życie stanęło w miejscu i wszystko przestało mieć znaczenie. Kiedyś jacyś ludzie pożegnają każdego z nas. Co może mieć znaczenie, kiedy leżymy bez życia, przygotowani przez innych do ostatniej, ziemskiej drogi na cmentarz? O. Proboszcz powiedział na kazaniu, że są pytania, na które nie ma odpowiedzi. Nie teraz. Że przyjdzie czas, gdy Bóg uczyni wszystko zrozumiałym.  I że śmierć Dominiki zbierze obfity plon dobra. 

I chcę temu wierzyć. Bo nie ma sensu ludzkie życie, jeśli nie ma po nim dalszego ciągu. Pogrzeb taki jak ten unaocznia kruchość naszej doczesności i wyostrza, pomimo nieugaszalnego dla najbliższych bólu, poczucie sensu i potrzebę nadziei na dalszy ciąg, który mamy obiecany. Nie potrafię zrozumieć ani opisać tego, co czuje Rodzina  Dominiki. Strata dziecka,  której  doświadczają,  to stan dla innych poza zasięgiem. Towarzysząc Im dzisiaj w kościele i na pogrzebie, jak wielu, wielu innych, nie rozumiałam, co się dzieje. Co mnie dogłębnie poruszyło, to Ich cicha, pełna bólu asystencja, dzięki której ostatnia droga Dominiki przebiegała w atmosferze pokoju, powagi i, naprawdę, nadziei. Skoro można to wszystko dźwignąć, to musi istnieć Źródło, które daje taką moc.  Bez  wiary w Boga jest to niemożliwe. Jak powiedział o. Proboszcz,  ci, co zaufali Panu to ci, którzy w bólu i doświadczeniu trwają przy Nim a On swoim wiernym przynosi w swoim czasie owoce ich zawierzenia.

Wieczny odpoczynek racz dać Dominice Panie a Światłość wiekuista niechaj Jej świeci. Amen.

 

 

 

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×