O la Boga przede mną droga

0 Flares 0 Flares ×

Się zamarudziłam. Dzisiaj w wordzie przed egzaminem zostałam ja i kolo. Miły chłop, lat dwadzieścia kilka. Tak se czekamy, czekamy, czas mija  i mija i nikt nas nie woła. Po piętnastej minuty.  To zagaduję kola, że może jakoś sobie o nas przypomną i nas jeszcze przepytają. Na co kolo, że jak zapytają, jak ruszyć, to da radę. O. Potem pogadali my o płynach i udzieliłam kolegu szybkich korepetycji. Na koniec zapytał, czy jak wraca łukiem w tył, to w tę samą stronę skręca co jadąc do przodu. Na tym nasza pogawędka się skończyła, bo mnie poproszono.

I mniejsza o to, o co ten chłop pytał i jak nie ogarniał. Ja też kiedyś pierwszy raz zdawałam., Co jest naprawdę zdumiewające to poziom, na jakim te wszystkie najlepsze szkoły wypuszczają ludzi do egzaminu. I przypominają mi się wszystkie zmarnowane moje godziny kursowe, kiedy instruktorzy totalnie mieli w dupie, że opłacony przecież czas mija a umiejętności stoją w miejscu. Ten dzisiejszy kolo mówił, że jego instruktor w trakcie jazd rozwiązywał krzyżówkę. No fajnie. To mi się trafiła naprawdę gratka. Po prostu, natrafiłam na człowieka, który nauczył mnie jeździć. Tak. Pomimo wieku. No i zdać egzamin. Pomimo wieku i obiegowej opinii życzliwych, że kto jak kto, ale ty… Gość ze szkoły jazdy   4 You dał odpór mojej niewierze w siebie.   Kilka dni temu nie wierzyłam, że to mi się uda i pamiętam moment, kiedy uświadomiłam sobie, że ta opinia tkwi we mnie jak wrzód.  Robiłam głupie błędy, uszy mi puchły ze wstydu ale ćwiczyłam dalej. Zrozumiałam, że to nie w moich możliwościach jest zapora ale w myśleniu, że je mam.  Dzisiaj włączyłam  wszystkie podstawowe wskazówki, których udzielał mi  instruktor i postępowałam zgodnie z nimi. Jak to się jemu udało, że je zapamiętałam i że to wystarczyło? Człowiek naprawdę angażował się w każdą minutę zajęć. Gdy popełniłam błąd, wracał w to miejsce i kazał powtarzać. Iskry trzaskały ale chyba tak się osiąga sukces. Wszystko w trakcie drogi przypominało mi się dzisiaj i powtarzałam sobie: umiesz to. Tak jak p. Tomek na jazdach. 

 No i fajnie. Dodam tylko jeszcze, że poza umiejętnością jazdy i prawem jazdy (to dwie różne sprawy) zyskałam dystans do czasu. Z jednej strony. A z drugiej, głębsze poczucie jego przepływu. Po co on tak gna? Może, jak to wszystko spowolnić, to zauważymy szczegóły, które nam umykają a bez których jakość życia traci. Traci. Nie ma po co gnać. Spowolnij. Przyjrzyj się. Galop odbiera nam smak i poczucie sensu. A sens, paradoksalnie, niesprowadzalny do tu i teraz, realizuje się tu i teraz. Jazda nie jazda. Matma nie matma. Każdy mistrzem  na swoim polu i odpowiada za to, co na nim wyrasta.

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×