edk12unnamed

Nie

0 Flares 0 Flares ×

Poczłunica, przeżywszy swoje, doświadczyła dogłębnego znużenia . Rutyna codziennych powinności przestała dawać radość a ogień serca zgasł. Nastała głucha niemoc a odraza do brzydoty życia przemogła wątłą ostatnio wyobraźnię.    Kwiaty w ogrodzie za oknem zwiędły. Podobnie stało się z sadem i lasem za sadem. Drzewa straciły pąki i nie zaowocowały. Prawda nawet jest taka, że sadu nie było a lasu za sadem tym bardziej. Jesień rozpanoszyła się szarością zwiędłych liści  opadłych z pojedynczych drzew, zamglonych zmierzchów i  brzasków wyłaniających się niezauważalnie z kopuły nocy. 

Poczłunica przetarła zaczerwienione oczy i przysiadła przy parapecie. Ciemność powoli ustępowała, odsłaniając zarysy sprzętów wokół i widok za szarą taflą szyby. Ciemne dotąd prostokąty okien naprzeciwległych domów pojedynczo dołączały do nieuniknionego prześwitu w partiach nieba. Tu i  ówdzie zabłysła uliczna lampa. Noc powoli kończyła swoją wartę. Niestety. Sprawy nie miały się dobrze.

Bogowie pomarli a ludzie zapomnieli.

Poczłunica też zapomniała. Na swoje szczęście, zapomniała jak smakuje pamięć. Może więc, zamiast smakować gorzki smak wszystkiego, czego doświadczyła, nie pamiętając czym jest gorycz i smutek,   odsunie rękę od chłodu parapetu i po prostu, jak zawsze wcześniej, wstanie. Podejdzie do szafy, wybierze odpowiednie na dzisiaj odzienie, muśnie twarz makijażem i da się wkręcić   raz jeszcze.

Wstawaj Poczłunico. Rozchmurz lico. Szansa na to, że złapiesz Boga za palec jest taka jak zawsze ale…

Nawet, jeśli, jak zawsze, doświadczysz tego, że Go nie doświadczysz, nie trać ducha. I niech nadzieja umrze ostatnia. 

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×