Kilka myśli o KFŻ

0 Flares 0 Flares ×

Brakuje mi zdjęć i czasu. Na zdjęcia czekam, czas ucieka. No, ale wspomnienia też coraz bardziej za mgłą, więc spróbuję nieco utrwalić z nich coś tu i teraz, tak, jak zostały. Najwyżej, gdy  zdjątka dotrą, włożę je z opóźnieniem.

W ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, razem z pomysłodawczynią i fundatorką imprezy, Gosią, uczestniczyłam w trzech koncertach.

O, to my:

ja i Gosia na konc.indeks

Pierwszego dnia naszego udziału występował Kronos Quartet z Dawidem Krakauerem. Muzyka instrumentalna i do tego, rzekłabym, eksperymentalna. Gdzieś tam słychać było nutę żydowskiej lamentacji ale, generalnie, trzeba było sporego wysiłku zmysłów i umysłu, by sprostać tej imprezie. Najtrudniejszy był kawałek poświęcony tragedii WTS. Można zadać pytanie, czym jest hołd ofiarom a czym muzyka, przez którą się hołd ma wyrazić. Oczywiście, mistrzostwem był występ klarnecisty, D. Krakauera.  Nie ma co mówić. Ten kawałek porwał i dźwiękami i osobą samego artysty. Po dniu łazęgowania, w upale ok 40 stopni Celsjusza, dotrwałam do końca dzięki partiom klarnetu. Mistrzostwo. I muza i performance. Luz, spontan i artyzm. Sztuka zawiadywania instrumentem i dostrojenia go do siebie.

Drugiego dnia wystąpili The Brothers Nazaroff. No, tutaj występ w zupełnie innym klimacie. Muzyka i do słuchania i do skakania i do bujania się w sobie czy kimś. Tradycyjna, swobodna. Bracia, czy tam kuzyni, pokazali kawałek dobrej przestrzeni wypełnionej luzem, humorem i dobrymi dźwiękami zarówno wokalnymi jak i instrumentalnymi. Kojarzyło się i weselnie i trochę karczemnie i nie brakło tej nuty lamentującej, która tak bardzo kojarzy mi się z muzyka żydowską, z typowym dla Żydów echem skargi, boleści ale i umiejętności czerpania z uciech życia. Gdzieś w tym wszystkim jest i duma bycia wybrańcem narodów i ból rozproszenia. Bracia dali klimat dla włączenia się, kto zechciał a o zmęczeniu nie było mowy. Polowałam na focie. Oto jedna, wokalista po koncercie ogarnia scenę:

Nazaroff

A to ja ze złapanym w tło, oczywiście,  wokalistą:)

Ja i wokalistandeks

Trzeciego dnia wystąpił ostro brzmiący zespół młodych muzyków Boom Pam z turecką wokalistką,  Seldą Bagcan. I tutaj podobnie, jak dnia drugiego, można było dać się porwać ostrej muzyce instrumentalnej i mocnemu wokalowi Seldy. Tak. Można było  zapłakać i zadumać się i pośmiać się czasem. Gosia mówi, że Selda ma wąskie usta świadczące o niedoznaniu miłości. Pieśni wołają  o wolność i demokrację. Ale czy wolność i demokracja wystarczą do szczęścia? Do bycia szczęśliwym? Do tego, by uszczęśliwiać? Seldy usta rzeczywiście wydają się zacięte, chociaż oczy tęsknią. Powiadają, że ‘mocny głos Seldy i śródziemnomorski surf rock Boom Pam to połączenie wybuchowe, którego publiczność festiwalowa doświadczy na żywo’ (
https://biletyna.pl/event/Selda-Bacan-Boom-Pam-Synagoga-Tempel-Krakow-e30773.html?lang=pl
).

Co mi zostało po FKŻ. Wrażenie, że, nie jak myślałam, Żydzi to naród wyniosły i zamknięty. I nie od razu też totalnie życzliwy wszem i wobec. Mam odczucie pewnej otwartości, luzu, swojskiego klimatu i, uwaga, tych samych źródeł wrażliwości. Prawda, jest to naród rozproszony, który zjeżdża na wydarzenie zewsząd, z przeróżnych zakamarków świata. I to rozproszenie wyziera boleścią z akordów muzyki. Są też i luźne stroje, pomyśleć można, żadnej oficjalnej pompy. Każdy wchodzi, w czym chce a artyści celują swobodą stroju. Można się w tym poczuć jak ryba w wodzie a można i dziwić, gdzie zapodziała się cała, wielowiekowa odrębność i wyjątkowość kultury żydowskiej. A może jej nie było? Może nasze, Polaków, słowiańskie  i ich, semickie, korzenie, to dwie odrośle z jednego pnia? Jak dla mnie, tak. Tylko, w tejże świątyni, Synagodze Tempel w Krakowie, zabrakło mi  śladów kultu, jednego przecież Boga. No, ale może to nie był  czas na nabożeństwa. Ten brak jednak mnie trochę dziwi. No, bo weź, na przykład, taki festiwal… jakikolwiek bądź. Jeszcze bardziej, Go, Boga nie ma…

0 Flares Facebook 0 0 Flares ×