Archiwum miesięczne:Październik, 2015

Rotmistrz

Z niebytu

W domu się urodzić jakim trzeba, by wiedzieć, że żyć lepiej krótko nie hańbiąc czoła, niż długo z ugiętym? Bohaterowie t a m t y c h czasów wracają z niepamięci. W moim przypadku – z czarnej dziury, jaką w moim umyśle wydrążyła komunistyczna edukacja. Niestety, załapałam się właśnie na taką. Ale co mi narzekać….



Z tuby

Mówisz z ciszy Z głębokości Ciemność wynurza kształt Słowa na bok Myśli natłok Gdzie JESTEŚ a gdzie ja Płaszcz odrzucam Wzrok odwracam Czyją zobaczę twarz Trudno iść tak Wszechświat milczy Ja na Twój czekam znak



Obraz_095[1]

Życzmy sobie

Ta niedziela zadecyduje. Mniej lub bardziej ale jednak. Oczywiście, nie złamię tutaj, w tym miejscu, ciszy wyborczej. Niech będzie ustawodawcom, że to czas niewskazany na dalsze dysputy. Niech im będzie. Niech każdy ma możliwość bez nacisków zdecydować zgodnie ze s w o i m sumieniem. Najważniejsze w akcie wyborczym jest posłuszeństwo właśnie własnemu sumieniu. Wypadałoby…



Się tak lampię, bo mam na co.

Nie oddajmy walkowerem

Polska to moja ojczyzna. Mieszkam w tym kraju i tutaj pracuję. Tutaj uczą się moje dzieci i z ciężkim sercem pełnym lęku myślę o ich przyszłości w Polsce. Mój mąż tyle szczęścia co ja nie ma. Pracuje na śmieciówce. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się przełoży na jego emeryturę. Co do mojej… Cóż, ośmieliłam…



Że ja wiem?

Bez medium, bez nic. Ja i mój kram. Czy to kram? Czy chłam? Czy co? Jest mi nijak. Ni do płaczu, ni do śmiechu. Ni do radości ni do rozpaczy. Mi jest NIJAK. Uśpiło się wszystko. Potrzeba świętości i potrzeba miłości. Takiej zwykłej, ludzkiej, do jakiej można tęsknić, miłości. I takiej konkretnej świętości, od której…



O tytuł nie pytaj. I o nic.

Wróciwszy ze swoich zajęć dwudziesta druga z minutami, wścieklicy dostałam. Lekarza nie wzywam, więc gryzę. Ludzie myślą, że spoko, można jeździć po każdym zawsze i wszędzie, nawet, jak padasz na ryło i próbujesz sprostać nie swojej sytuacji. Po kiego ćwieka mi to. Synowiec mój miłosierny, ‘mamo, masz piwko w lodówce’. No, to miłość moja matczyna…



Błogosławieni

Wstaliśmy o 3.30. Że rano. No – na ‘Polskiego Busa’ nocny autobus łapiąc. Chłopcy chcieli z buta ale ja ‘o nie’. Nie w tych butach, z lekka eleganckich, na koturniku. Sama jazda to jazda. Szybko. Obudziłam się na słowa kierowcy ‘zbliżamy się do Krakowa trata tata…’. Trzy i pół godziny zeszło. W Krakowie to ja…



19a10c6e2b

Bo ja jestem, proszę Państwa, na zakręcie. A ten pojazd nieustannie, wierzcie, jedzie. Czy ja równowagę złapię w tymże pędzie? Ano nie wiem. Jeszcze trzymam lejce. Parasol. Przyjaciel. Pamięć. Dżamal. Sie ma.



MyszkinCAM00238

Myszkin. Dziwne nazwisko.

Dostojewski nazwał go idiotą. Człowieka mylącego uprzejmość z dobrocią. Jezus też się nie cackał. Grób pobielany etykietą swojej epoki to właśnie on. Nie wymówi pospolitego wulgaryzmu. To niegodziwe. Przepuści kobietę, wchodząc lub wychodząc za nią. Tak należy. Nikomu w oczy nie powie nieuprzejmości. Za plecami też nie. Dżentelmen, prawdziwy pan tak nie robi. Ma swój…



A, tytuł… Brak.

Ostatecznie, jedynym wyznacznikiem sensu tego, co robię, czy ty, jest zapotrzebowanie. Jego brak to znak. Zielona trawa, pastwisko i łąka. To nawet lepsze klimaty.I miejsca, niż popaprany świat jazgotu i spalin. I, mimo, że wkrótce do niego wrócę, niech się buja. Nie zeżre mnie. Pofrunę. Tyle.